Filozofia polityki

Pierre Lemieux: Nieunikniona teoria państwa

Artykuł opublikowany na łamach Library of Economics and Liberty w ramach serii Liberty Classics 4 czerwca 2018 r. Tłumaczenie za zgodą Liberty Fund.

Kiedy opadnie kurz, The State[1] („Państwo”) Anthony’ego de Jasay zostanie prawdopodobnie uznana za wielką książkę XX wieku. Być może jest ona najpoważniejszym i najbardziej wywrotowym wyzwaniem dla władzy państwowej, jakie kiedykolwiek zostało napisane. To, że ta książka nie jest zabroniona, musi być dowodem na to, że nie żyjemy w prawdziwej tyranii albo przynajmniej pod inteligentnymi tyranami. A może władze są przekonane, że niewielu ludzi może tę książkę zrozumieć, tym bardziej, że „śnieżynki”[2] przerażają intelektualne wyzwania.

Anthony de Jasay jest ekonomistą urodzonym na Węgrzech, wykształconym w Australii i Anglii (Oxford) i mieszkającym we Francji. Nie ma doktoratu i nie jest związany z żadnym uniwersytetem, co czyni go rzadkością z punktu widzenia bardzo ustrukturyzowanego świata akademickiego USA. Kontynuował swoje zainteresowania akademickie po karierze w finansach i od tego czasu napisał kilka ważnych książek i artykułów. Jest jednym z najbardziej oryginalnych współczesnych myślicieli politycznych.

Nie pasuje on do żadnej kategorii ideologicznej. Nie używa typowych argumentów libertariańskich teoretyków i w rzeczywistości często jest wobec nich sceptyczny. Wydaje się wystrzegać trosk klasycznych liberałów o prawne formuły i ochronę, za wyjątkiem spontanicznie ewoluujących konwencji à la David Hume. Charakteryzuje on swoją filozofię jako „kapitalistyczną”, przez co rozumie wiarę w prywatną własność, wolny rynek i swobodę zawierania umów. Możemy nazwać go konserwatywnym anarchistą.

James M. Buchanan, noblista z ekonomii i zwolennik konstytucyjno–kontraktowego państwa zrecenzował The State wkrótce po publikacji. Przyjął do wiadomości wyzwanie, jakie stanowi teoria Jasaya dla jego własnej wizji kontraktowej. „W jakiś sposób — pisał Buchanan — ci z nas, którzy zachowują resztkową wiarę w jakiś pozytywny potencjał organizacji [państwa], muszą sprostać wyzwaniu stawianemu przez tę książkę. Musimy, w pewnej formie lub w pewien sposób, włączyć opisowe cechy państwa, jak to przedstawiono, w spójny i nieromantyczny opis normatywny konstruktywnej reformy”[3].

Co jest nie tak z państwem? Głównym argumentem tej książki jest to, że w społeczeństwie nieidentycznych jednostek preferencje i interesy będą się różnić, tak że państwo nie może jednocześnie chronić interesów wszystkich; musi wybrać, którym interesom sprzyjać, a które zignorować lub zmiażdżyć. Ta podstawowa idea wydaje się tak oczywista, a przynajmniej stanowiąca tak duże wyzwanie, gdy raz została jasno wyrażona, że zaskakujące jest, iż udało jej się umknąć tak wielu analitykom.

W praktyce państwo jest tym, kto nim zarządza — Jasay nazywa ich dzierżawcami. Można postrzegać dzierżawców państwa jako wewnętrzne koło władców polityki i bezpieczeństwa. Interesy tych ludzi są przede wszystkim tym, co państwo maksymalizuje; ale aby utrzymać się przy władzy, muszą oni także promować interesy tych, których wsparcia potrzebują, aby utrzymać się przy władzy.

Standardowy sposób na uniknięcie dylematu — albo państwo nie ma uzasadnienia, albo służy tylko własnym interesom — znajduje się w teorii umowy społecznej, od Thomasa Hobbesa do Jamesa Buchanana przez Johna Locke’aJean–Jacquesa Rousseau i Johna Rawlsa. W The State Jasay nie kwestionuje bezpośrednio kontraktualizmu Buchanana (być może dlatego, że jest to wersja najbardziej godna obrony), ale przedstawia dość druzgocącą krytykę współcześnie najbardziej popularnego „liberalnego” teoretyka umowy społecznej, Johna Rawlsa. Ogólne roszczenie dotyczące kontraktualizmu jest takie, że poprzez jednogłośną umowę społeczną jednostki mogą zmusić państwo do służenia ich wspólnemu interesowi w dostarczaniu dóbr publicznych, takich jak obrona narodowa i być może kilka innych.

Według Jasaya nie ma tu w ogóle żadnego dylematu. Państwo jest po prostu niepotrzebne. Nic nie wskazuje na to, że jednostki w stanie natury (standardowa nazwa oryginalnej anarchii) wykazywałyby jednogłośną wolę do stworzenia państwa. Dobrowolna współpraca może wytworzyć przynajmniej pewien poziom dóbr publicznych, a tak naprawdę nie ma sposobu, aby określić ich „optymalnego” poziomu. To zasadniczo interakcje państwowe, a nie prywatne, tworzą zjawisko gapowiczów. Co więcej, jednostki w stanie natury nie miałyby możliwości, by dowiedzieć się, czy wolałyby żyć w społeczeństwie rządzonym przez państwo — nie bardziej niż dzisiejsze rządzone przez państwo jednostki mogą racjonalnie rozważać korzyści stanu natury, której nie znają i nie mogą doświadczyć.

Dlaczego ludzie mieliby ufać państwu, że dotrzyma słowa i będzie szanowało ich wolność i własność, gdy już się rozbroją? Historia i teoria (nawet drobiny teorii marksistowskiej) sugerują, że państwo jest z natury bytem autonomicznym, a nie zwykłym narzędziem w rękach swoich obywateli.

W rzeczywistości państwo kupuje właśnie tę zgodę, na której miałaby spoczywać umowa społeczna, ale nie może to być jednomyślna zgoda. Poza istnieniem czystych dóbr publicznych i ograniczeniem państwa do ich produkcji, interwencja państwa zawsze szkodzi interesom niektórych podmiotów, a jednocześnie promuje interesy innych. I „gdy państwo nie może zadowolić wszystkich, wybierze sobie kogo lepiej jest zaspokoić”, jak Jasay ujmuje to w nieśmiertelny sposób. Tak więc wykorzysta swoje interwencje, by kupić zgodę tych, których wsparcia potrzebuje, aby utrzymać się przy władzy. Państwo jest oczywiście „państwem konfrontacyjnym” („adversary state”).

Demokratyczne państwo nie rozwiązuje problemu. Ono go pogłębia. Działania państwowe znajdują racjonalizację w utylitaryzmie i sprawiedliwości społecznej. Zakładając, że użyteczność jest porównywalna między jednostkami i że Paweł może zyskać większą użyteczność niż Piotr, państwo łatwo będzie w stanie uzasadnić redystrybucyjne efekty interwencji. Kiedy kradnie bogaczom, by dać niezamożnym, sprzedaje ten wynik jako wzrost użyteczności społecznej. Nic w ekonomii nie może tego udowodnić, ale osoby niezamożne są liczniejsze niż bogaci, a więc państwo wybiera sobie kogo lepiej zaspokoić.

Sposób, w jaki państwo równoważy koszty i korzyści wśród swoich poddanych, jest całkowicie arbitralny. Analiza kosztów i korzyści jest jedynie sposobem racjonalizacji tego, co państwo chce zrobić. Jest to rzadkie wydarzenie, jeśli kiedykolwiek miało miejsce, aby państwo wycofało się z ulubionej interwencji po odkryciu z analizy kosztów i korzyści, że jego „koszty społeczne” przekraczają „korzyści społeczne”. Wręcz przeciwnie, państwo decyduje, co należy zrobić, a następnie przeprowadza analizę kosztów i korzyści, w której hokus–pokus „udowadnia” z pewnymi liczbami, że korzyści są rzeczywiście wyższe niż koszty.

Ponownie, Jasay podsumowuje to odkrycie w niezapomnianych słowach:

W dużym skrócie, obiektywnie i proceduralnie zdefiniowane interpersonalne porównania użyteczności […] są po prostu okrężną drogą do nieredukowalnej arbitralności działań władzy, […] Dwie wypowiedzi, że: „państwo odkryło, iż zwiększenie użyteczności grupy P i zmniejszenie użyteczności grupy R spowoduje wzrost użyteczności netto” oraz „państwo wybrało faworyzowanie grupy P kosztem grupy R” to opisy tej samej rzeczywistości.

Rozważania te w naturalny sposób doprowadziłyby nas do ostatniego rozdziału The State, który uwalnia nas od niepewności co do ostatecznego kształtu tej instytucji, w której demokratyczne społeczeństwa pokładają wszystkie nadzieje. Ale zanim tam dojdziemy, powróćmy do pierwszego rozdziału książki, który szkicuje model fikcyjnego państwa, które w przeciwieństwie do państwa konfrontacyjnego nie stawałoby po czyjejś stronie i nie musiałoby kupować zgody swoich zwolenników. To państwo minimalne Jasay nazywa „państwem kapitalistycznym” („capitalist state”).

Państwo kapitalistyczne chroniłoby własność i wolność umowy. Uznałoby ideę, że „własność po prostu «jest» i nie odnosi się do «powinno być»”[4] lub innymi słowy, że w kwestii niezawłaszczonej własności „kto pierwszy, ten lepszy” („finders are keepers”). Własność nie musi być uzasadniona ani redystrybuowana — chociaż kradzież lub ewentualne niedogodności wymagałyby poprawek na podstawie zadowalającego dowodu. Państwo kapitalistyczne nie byłoby zainteresowane rządzeniem, w sensie interweniowania w sprawy swoich poddanych (nawet jeśli jego dzierżawcy mogą być zainteresowani honorami i innymi niewinnymi korzyściami). Może być monarchiczne — sugeruje Jasay — jak chciałby tego Alexander Hamilton. Nie dążyłoby do dobra społeczeństwa, koncepcji pozbawionej znaczenia. Jego zasadniczą funkcją byłoby zapewnienie, by nie zostało przejęte przez inne państwo. Jego zasadniczą funkcją jest ochrona jednostek przed tyranią, zewnętrzną lub wewnętrzną.

To, czy stan natury jest stabilny w sensie zdolności do przeciwstawiania się inwazji z zewnątrz, jest kwestią, którą The State pozostawia nierozwiązaną. Zakładając stabilny stan natury, okazałoby się, czy powstały porządek byłby bardziej kapitalistyczny we współczesnym sensie, czy trybalistyczny na wzór prymitywnych społeczeństw. To może być szczelina w zbroi Jasaya. Gdyby jednak państwo kapitalistyczne, bliskie XIX–wiecznemu ideałowi klasycznego liberalizmu, było możliwe, wbrew wątpliwościom Jasaya, zapewniłoby ono miłą ucieczkę, zarówno od ryzyka stanu natury, jak i śmiertelnego zagrożenia państwa, z którym obecnie utknęliśmy. W każdym razie książka wyraźnie identyfikuje teoretyczne alternatywy.

Według Jasaya państwo konfrontacyjne, a zwłaszcza państwo demokratyczne, musi rosnąć nieustannie. Jeśli istnieje punkt równowagi, w którym przestaje rosnąć, historia musi go jeszcze ujawnić. Z uwagi na konkurencję wyborczą państwo musi ciągle kupować zgodę, aby opozycja, która podnosi ceny poparcia własnymi obietnicami, nie została nowym dzierżawcą państwa. (Nie jest jasne, w jaki sposób opozycja może być zarówno poza państwem, jak i jego częścią, skoro „faktyczny dzierżawca jest państwem”, podczas gdy państwo trwa nawet po przejęciu przez rewolucyjnego dzierżawcę.)

W miarę, jak państwo rośnie, by pomóc tym, którzy wcześniej doznali krzywdy oraz pomaga i przeszkadza tym samym jednostkom na wiele sposobów, przemiał (ang. churning)[5] rozmydla kto jest beneficjentem netto, a kto przegranym netto, obywatele stają się coraz bardziej niezadowoleni i żądają zarówno więcej państwa, jak i mniej rządzenia: „Rządzenie nimi sprawia, że stają się niemożliwi do rządzenia”.

Przykład: „Kiedy piszę te słowa — zauważa Jasay — jury nadal ocenia administrację Reagana i rząd pani Thatcher. Obie strony wydają się jednocześnie zwijać i nie zwijać państwa”.

Państwo „stara się maksymalizować swoją dyskrecjonalną władzę”, ale musi zużywać jej coraz więcej, aby zadowolić wyborców. Demokratyczna konkurencja pomiędzy potencjalnymi dzierżawcami popycha państwo do równowagi zerowej władzy dyskrecjonalnej (analogicznie do firmy zredukowanej do normalnych zysków przez konkurencję na rynku). Państwo zostaje zredukowane do stanu przygnębiającej harówki na rzecz niezadowolonych obywateli, żądających coraz więcej. Ale pamiętajmy, że tylko dyskrecjonalna władza jest zredukowana do zera; całkowita siła państwa nadal rośnie.

Żadna konstytucja nie może kontrolować tego procesu. Tylko prywatna siła może ograniczyć państwo: „Narzucone na siebie ograniczenia suwerennej władzy mogą rozbroić nieufność, ale nie gwarantują wolności i własności poza tymi, które zapewnia równowaga między państwem a prywatną siłą”. Jeśli ludzie nie będą w stanie utrzymać swoich prywatnych instytucji i swojej broni, państwo nie spotka się z żadnym oporem, ponieważ i tak „ma już całą broń”. Skuteczny opór wyborczy jest niemożliwy, ponieważ praktycznym celem wyborów jest kupienie zgody, która napędza sprawowanie władzy państwowej. Redystrybucja wymaga większej redystrybucji.

Ostatni rozdział książki opisuje najbardziej prawdopodobny wynik: połączenie siły ekonomicznej i politycznej, czyli kapitalizm państwowy. Będąc nieustannie proszonym, aby dawać, ale nie odbierać, interweniować, ale nie szkodzić, wykorzystując całą swą dyskrecjonalną władzę tylko po to, aby pozostać przy władzy, państwo w końcu skończy nacjonalizacją całej gospodarki i zniesieniem konkurencji wyborczej. To drugie będzie wymagane przez to pierwsze, ponieważ w przeciwnym razie wyborcy „wygłosowaliby sobie” mało pracy i duże zarobki. W nowym wspaniałym świecie kapitalizmu państwowego dawni obywatele staną się własnością państwa, podobnie jak niewolnicy należeli do swoich panów na plantacjach w minionych wiekach. Państwo stanie się państwem plantacyjnym.

The State Anthony’ego de Jasaya jest głęboką i zwięźle napisaną książką, tu i tam okraszana druzgocącym humorem. Książkę można przeczytać wiele razy i za każdym razem zrozumieć coś nowego. Ta potężna lektura jest obowiązkowa.


[1] Anthony de Jasay, The State, Liberty Fund, 1998. Oryginalne wydanie: Basil Blackwell, 1985.

[2] Ang. „snowflakes” — osoby przewrażliwione, zbyt emocjonalnie reagujące na otaczające je środowisko — przyp. tłum.

[3] James M. Buchanan, From Redistributive Churning to the Plantation State, „Public Choice” 51 (1986): 242-243.

[4] Odniesienie do tzw. gilotyny Hume’a — przyp. tłum.

[5] Przemiał to zjawisko, w którym to, kto dostanie państwowe transfery dochodu i majątku, w jakiej wysokości i na jakich zasadach, zależy od politycznej siły przetargowej, jaką posiada dana grupa wyborców lub grupa interesu. Termin ten pochodzi z The State — przyp. tłum.


Autor: Pierre Lemieux
Tłumaczenie: Tomasz Kłosiński
Źródło tłumaczenia: mises.pl
Źródło oryginalne: econlib.org